16 January 2018

Wiza do USA – jak to wyglądało z mojej perspektywy?

#mygorgeousinspirations
Autor:
Di | #mygorgeousinspirations

DSC_0197

Do stworzenia dzisiejszego wpisu zmobilizował mnie fakt, że jakiś czas temu sama takiego potrzebowałam i niestety miałam niemały problem, żeby go znaleźć. W sieci krąży sporo legend – mniej lub bardziej przerażających, dotyczących tego, jak bardzo niemożliwe jest, by bez problemu dostać wizę do USA. Znalazłam zaledwie dwie strony, na których wszystko sensownie zostało opisane i te właśnie strony uratowały nas przed porzuceniem naszych podróżniczych planów;) Stwierdziłam więc, że nie będę gorsza i postaram się stworzyć wpis, który pomoże każdemu, kto marzy o podróży do Stanów. Wszystko co tu opiszę, będzie jednak opowieścią wyłącznie z mojej perspektywy i z moich obserwacji. To, jak wyglądało to u nas, wcale nie musi oznaczać, że Wy będzie mieć tak samo – dlatego weźcie to proszę pod uwagę:)

Zacznijmy od początku, czyli od tego, po co nam w ogóle wiza. Już przed ślubem doskonale wiedziałam, dokąd chciałabym wybrać się w podróż poślubną. Od zawsze jakoś bardziej ciągnie nas na zachód, niż na wschód. Jedyne miejsce, które interesuje nas w miarę w tamtym kierunku, to Seszele i Madagaskar, ale tym razem chcieliśmy coś zupełnie innego, wyjątkowego. Nie zdradzę Wam jeszcze, na co konkretnie postawiliśmy, napiszę jednak, że będzie to kilka miejsc <3 By spełnić nasz pomysł wymarzonej podróży poślubnej, musieliśmy najpierw zejść na ziemię i zacząć od formalności związanych z wizą.

1. NAJPIERW WYPEŁNIJ WNIOSEK.

https://pl.usembassy.gov/pl/visas-pl/

http://ustraveldocs.com/pl_pl/pl-niv-visatypeinfo.asp

Powyżej macie strony, od których należy zacząć. Wybieramy wizę B-2, która umożliwi nam wyjazd w celach turystycznych bądź w celu leczenia. Jest to wiza NIEIMIGRACYJNA! Wypełniamy wniosek DS – 160. Wszystko odbywa się online.

https://ceac.state.gov/genniv/

* Często wiza B-1, czyli biznesowa, łączona jest z wizą B-2, ale nam akurat nie było to potrzebne.

Wniosek wypełniamy w języku angielskim, ale nie jest to trudne – obok każdego pytania pojawiają się „chmurki” z tłumaczeniem na język polski – wystarczy u góry strony wybrać swój język.

Kiedy już przystąpicie do wypełniania wniosku wizowego, koniecznie zapiszcie sobie identyfikator formularza z uwagi na to, że wypełnianie wniosku zajmie Wam kilka dłuższych chwil, a w tym czasie może zdarzyć się coś, co spowoduje, że stracicie dane, które już wypełniliście. Szkoda czasu i nerwów;)

Pytania we wniosku można podzielić na dwa rodzaje: oczywiste i dość nietypowe. Do pierwszej grupy zaliczam dane personalne, adresowe, data urodzenia i imiona rodziców, zawód, miejsce pracy, zarobki, rodzina. Pytają też o cel podróży, miejsce, w którym się zatrzymacie, długość i datę pobytu. Co nas zdziwiło to fakt, że tylko mężczyzn pytają o odwiedzone dotąd kraje. Do drugiej grupy zaliczyć można 25 pytań dotyczących mniej więcej tego, czy nie jesteś przypadkiem terrorystą;) Chcą wiedzieć, czy zajmujesz się handlem ludźmi, czy zamierzasz przeprowadzić zamach w trakcie pobytu w Stanach, czy Twoja rodzina to przestępcy… kilka razy wybuchaliśmy śmiechem, ale trzeba przez to przejść.

WAŻNE!  Na każde pytanie TRZEBA odpowiedzieć. Dlatego, jeśli tak jak my, w czasie wypełniania wniosku nie macie dokładnie sprecyzowanych planów podróży (bez sensu kupować bilety i rezerwować nocleg, jeśli nie wiesz, czy dostaniesz wizę i polecisz, prawda?), to w miejscu, w którym pytają o hotel, w którym się zatrzymacie, wpiszcie adres jakiegokolwiek hotelu w danym mieście lub takiego, w którym chcielibyście się zatrzymać;)

Na koniec należy wgrać zdjęcie. Nie może być ono starsze niż 6 miesięcy. U nas nie przeszło też zdjęcie z paszportu i musieliśmy szybko udać się do fotografa, by wyrobić typowo wizowe. Nie martwcie się jednak, w razie czego zdjęcie można zrobić na miejscu – w Ambasadzie. Jest tam specjalna fotobudka, a koszt to chyba ok. 20 zł.

Koniecznie sprawdźcie swój wniosek, bo po zapisaniu nie będzie można już nanieść żadnych poprawek! Po wysłaniu wniosku, pojawi się strona potwierdzająca z alfanumerycznym kodem kreskowym, którą należy zapisać i wydrukować.

Kolejny krok to opłata w kwocie 160 dolarów. System sam przekieruje Was na stronę, na której możecie dokonać opłaty – należy zachować potwierdzenie transakcji i zachować pokwitowanie zapłaty. Wszystko jest jasne i przejrzyste, ale warto być skupionym podczas całej procedury wypełniania wniosku, bo czasem najmniejszy błąd może spowodować niepotrzebny stres.

2. UMÓW SIĘ NA ROZMOWĘ.

https://cgifederal.secure.force.com/?language=Polish&country=Poland

 Powyżej macie link ze stroną, na której umawiacie się na rozmowę z konsulem. Tworzycie konto i odpowiadacie na kilka łatwych pytań, na które odpowiedzieliście już we wniosku. Wybieracie też miasto, w którym chcecie umówić spotkanie: Warszawa lub Kraków. Co ważne, to na spotkanie możecie umówić się z osobą, z którą będziecie podróżować. Ja umówiłam się z mężem i rozmowę odbyliśmy razem:) Na koniec określacie miejsce, w którym będziecie chcieli odebrać wizę, jeśli zostanie Wam ona przyznana. Po wypełnieniu wszystkiego, pojawia się strona z dostępnymi terminami i wtedy możecie wybrać w miarę najlepszy. W naszym przypadku pierwszy wolny termin był już za 2 dni, natomiast z uwagi na nasze zobowiązania wybraliśmy taki, który był dokładnie za tydzień. Był to piątek, 12.01. o godzinie 9.45:) Pozostało tylko czekać.

Pamiętajcie, że na spotkanie musicie zabrać trzy dokumenty:

– paszport
– kartę potwierdzenia spotkania (którą otrzymacie po umówieniu terminu spotkania – musicie ją wtedy wydrukować)
– wydruk zawierający dwa kody kreskowe ( potwierdzenie wniosku i opłaty)

3. WIZYTA W KONSULACIE.

Nie ukrywam, że trochę się denerwowałam przed wyznaczonym terminem wizyty. Niepotrzebnie naczytałam się bzdur w Internecie. Skrzętnie przygotowałam sobie wszystkie dokumenty potwierdzające moją pracę, zatrudnienie i silną więź z Polską (zabraliśmy ze sobą akt małżeństwa, legitymacje aplikanckie, a nawet akt własności ziemi!). Wybraliśmy Warszawę, bo to zawsze dobry powód do odwiedzenia naszego drugiego ulubionego miasta w Polsce;) Konsulat znajduje się przy Ambasadzie USA przy ul. Pięknej 12. Zaparkować udało nam się dopiero kilka ulic dalej. Po dotarciu na miejsce, naszym oczom ukazała się ogromna kolejka … na ulicy! Akurat to, co pisali o długich kolejkach, staniu czy słońce i upał, czy ulewa, czy mróz i śnieg, było prawdą. Na naszą godzinę umówionych zostało 40 osób! Szybko pożałowałam, że nie zabrałam ze sobą czapki i rękawiczek. W kolejce czeka każdy – bez wyjątku. Nawet Ryszard Petru, który chciał wejść bez;) Kazali mu stanąć na końcu i czekać. Wszystko trwało ok. 30 minut.

Nadeszła w końcu nasza kolej. Najpierw oczywiście zostaliśmy poddani kontroli bezpieczeństwa, podobnie jak na lotnisku. Nie możecie wnieść sprzętów elektronicznych, jedzenia, picia, płynów, ostrych narzędzi, broni itp. Torebka nie może być większa niż a4, więc najlepiej mieć przy sobie tylko potrzebne dokumenty. Telefon komórkowy wyłączamy i zostawiamy na przechowanie w pomieszczeniu obok tego, w którym odbywa się kontrola. Wszystkie informacje znajdziecie na stronie Ambasady.

Po przejściu przez bramkę, udaliśmy się do szatni, w której zostawiliśmy kurtki. Kolejny etap to kolejka do miejsca, w którym sprawdzili nam dokumenty i wskazali, że mamy podejść do okienka, w którym z kolei zeskanowane zostały nasze linie papilarne i sprawdzono nam dokumenty. Nie było jakichś dużych kolejek, więc wszystko poszło sprawnie. Pozostało nam już tylko poczekać jakieś 5 minut na naszą rozmowę z konsulem.

Wszystko odbywa się przy okienkach podobnych do tych na poczcie. Mieliśmy szczęście, bo trafiła nam się bardzo sympatyczna i szeroko uśmiechnięta pani:) Idąc za radą osób w Internecie, rozpoczęliśmy rozmowę od „dzień dobry”, licząc na to, że rozmowa dzięki temu odbędzie się po polsku. Nic z tego jednak – pani wpatrzona w monitor komputera, na którym miała nasze wnioski, zaczęła zadawać pytania po angielsku. Najpierw o cel podróży – zgodnie więc odpowiedzieliśmy, że to podróż poślubna. Pani nam pogratulowała i spytała, gdzie konkretnie chcielibyśmy się udać, po czym po naszej odpowiedzi i po dodaniu przez nas, że pierwotny cel był inny, ale zmartwiła nas pogoda, jaka panuje tam w lutym, stwierdziła, że dobrze wybraliśmy i będziemy zadowoleni;) Zapytała też w jakiej dziedzinie prawa się specjalizujemy i czy pracujemy razem, skoro oboje jesteśmy prawnikami. Na naszą twierdzącą odpowiedź spojrzała tylko na nas i z uśmiechem na twarzy powiedziała: „O mój Boże! To musi być chyba ciężka praca – macie wizę, udanej podróży” (oczywiście to wszystko w języku angielskim) :) Wyszliśmy stamtąd z uśmiechem na twarzy i udaliśmy się na śniadanie do ulubionej restauracji, która znajduje się ulicę obok:)

Podsumowując:

– żadne dodatkowe dokumenty nie są nam na miejscu potrzebne
– większość ludzi dostaje wizę – podczas naszej rozmowy tylko jedna osoba długo musiała się tłumaczyć. Cała reszta (w tym my) odbyła dwuminutową rozmowę
– decyzja może zależeć od konsula, z którym rozmawiacie. My trafiliśmy na świetną kobietę, ale obok siedział pan, który wyglądał bardzo groźnie;)
– wszystko może zależeć od celu podróży – ponoć podróż poślubna jest najłatwiejszym sposobem na wizę
– na miejscu wcale nie jesteśmy bombardowani reklamami USA – był tylko jeden telewizor, ale nawet nie zwróciłam uwagi, co w nim leci. Żadnych ulotek, żadnych propozycji lotów itp.
– nie ma się czym stresować. Wszystko idzie gładko i szybko

Najważniejsze jest to, by już we wniosku wykazać, że ma się związek z Polską, że nie leci się po to, by pracować na czarno, że nie ma się w Stanach rodziny, u której chce się zostać na stałe. W zasadzie najważniejszy jest wniosek – reszta to potwierdzenie tego, co się w nim zawarło.

Podkreślam, że jest to relacja z mojego punktu widzenia i wszystko jest oparte na moim osobistym doświadczeniu. Każdy jest traktowany indywidualnie. Moja rada: jeśli lecicie z kimś (chłopak, mąż, siostra, mama) – umówcie się na rozmowę wspólnie. Wydaje mi się, że jest łatwiej.

Na koniec dodam, że należy pamiętać też o tym, że w zasadzie to dostajemy jedynie „promesę wizową”, a nie samą wizę, bo o tym, czy przekroczymy granicę Stanów, decyduje urzędnik imigracyjny na lotnisku. Ponoć to tylko formalność, ale…;) Pozostaje nam tylko mieć nadzieję, że wszystko się uda i wylądujemy na naszej wymarzonej podróży poślubnej:)

 

 

 

FacebookTwitterGoogle+

Liczba komentarzy: 1

  1. / OdpowiedzAsia
    Ja pamiętam ten stres na lotnisku w NYC kiedy Pan urzędnik spytał się mnie dlaczego przyjechałam. Byłam kompletnie sama po 2 roku studiów. Myślałam, że zawrócę i ucieknę do samolotu. :)

Odpowiedz na „AsiaAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany